piątek, 16 listopada 2012

Inwazja sów!

 
Filcowe zawieszki w kształcie sówek uszyłam według wzoru jaki znalazłam w Holiday Crafts 2012.
Projekt jest autorstwa Kelli Christensen. 
Mogą spełniać funkcję breloczka lub świątecznej ozdoby.
 
 




W sumie zebrała mi się "kilkunastosowia" rodzinka. Zasili ona świąteczny kiermasz w polskiej szkole mojego synka.
 
Dziękuję za odwiedziny i życzę udanego weekendu! 


poniedziałek, 12 listopada 2012

Jesień w kolorach tęczy - odsłona siódma FIOLETOWY

W ostatniej odsłonie zabawy fotograficznej "Jesień w kolorach tęczy" główną rolę odgrywa fiolet.
W przyrodzie znalazłam mnóstwo inspiracji. Mój plan aby fotografować tylko naturalne obiekty udało się zrealizować.
 
Zanim jednak zaprezentuję moje fioletowe zdobycze przyrodnicze, pragnę podzielić się  z Wami radością jaką sprawiła mi Maja71. Otrzymałam od niej przepiękny szal, który swym kolorem idealnie wkomponował się w dzisiejszy wpis.
Ażurowy, delikatny wzór wykonany mieszanka wełny i jedwabiu. Niesamowicie cieplutki w swej delikatności.
 



 
Przesyłka z szalem była bardzo elegancko zapakowana, a dodatkowych wrażeń dostarczyła różana aura. Urocze serwetki w białe kropeczki, malutkie różyczki i niezwykle przyjemnie pachnące różami mydełko! 
 
Maju! Jeszcze raz ogromnie Ci dziękuję!
 
A teraz tytułowa, fioletowa jesień:)
 
 
 










 
Pomysłodawczyni jesiennego wyzwania, Anne, bardzo dziękuję.
Dzięki niemu zmobilizowałam się do częstszego chwytania za aparat:)
Efekty wszystkich odcinków znajdują się w etykiecie: "Jesień w kolorach tęczy".
 
Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich moich Gości!


czwartek, 8 listopada 2012

Quinoa i kwiat nasturcji

 
Zapraszam Was ponownie na wpis kulinarny.
 

Quinoa czyli komosa ryżowa to zdrowe nasionka, które ostatnio często goszczą w moim jadłospisie.
Nie będę tu rozpisywać szczegółowo o jej walorach. Dla zainteresowanych podam link do Ulicy Ekologicznej, gdzie znajdziecie wiele pożytecznych informacji.
 
Chciałabym natomiast podzielić się z Wami sprawdzonym przepisem na słodką i chrupiącą sałatkę na bazie ziarenek komosy.
Otrzymałam go od znajomej i już w kilku wariantach ostatnio przygotowywałam.
Komosę cenię za długo utrzymujące się uczucie sytości po posiłku i za smak, który mi przypomina troszkę gotowany mak:)



 
Przepis na słodką i chrupiącą sałatkę z komosy:
 
1 szklanka ziaren komosy
1 średni słodki ziemniak, obrany, pokrojony w równą kostkę
ok 4 łyżej oliwy z oliwek
1/3 szklanki orzeszków piniowych
4 łyżeczki octu jabłkowego
2 łyżeczki miodu
1/4 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
1/2 łyżeczki mielonego kminku
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
1/3 szklanki suszonych owoców żurawiny
4 zielone cebulki, drobno pokrojone (ewentualnie szczypiorek)

Komosę gotujemy z dwoma szklankami wody. Od momentu zagotowania na wolnym ogniu ok 15 min. lub do czasu kiedy nasiona wchłoną wodę. Zdejmujemy z ognia i przykrytą ostawiamy nawet do 3 godzin. Po takim czasie jest "sypka". Idealna do sałatki.
W czasie kiedy gotujemy komosę, pieczemy w piekarniku pokrojonego w kostkę słodkiego ziemniaka.
Przyznam iż "zastąpiłam" to pieczenie gotowaniem na parze. Następnie przyrumieniłam lekko z oliwą na patelni.
Orzeszki piniowe trzeba lekko zrumienic na suchej patelni.
Z pozostałych składników robimy sos. Czyli mieszamy oliwę z oliwek, ocet, miód, sól, pieprz, kminek i cynamon.
Proporcje z przepisu dają bardzo delikatny efekt. Już za drugim podejściem podwoiłam ilość składników do sosu.
Uważam jednak że to sprawa indywidualna i lepiej doprawić niż być zawiedzionym za dużą ilością przypraw.

Po ostudzeniu komosy mieszamy wszystkie składniki i serwujemy w temperaturze pokojowej.
Z doświadczenia i opinii znajomych podpowiem Wam że jest to wyśmienite danie na drugi, trzeci dzień po zmieszaniu. Oczywiście można spożyć go od razu, ale jego bogate walory smakowe po "dłuższym wiązaniu";) pozwalają nam na wcześniejsze przygotowanie sałatki na przykład na przyjęcie.
Doskonale sprawdza się z pieczonym mięsem (schab, indyk).

W wersji bez cebulki jest jednym z moich ulubionych dań, które zabieram do pracy.
Kilka listków mięty również fantastycznie się tu wkomponuje.

Jak wspominałam, kilkakrotnie ten przepis modyfikowałam.
Na przykład słodkie ziemniaki...
 

zastąpiłam żółtymi buraczkami. Dodają równie piękny kolor sałatce i są także delikatnie słodkie.

 
Niedawno wspominałam o moim eksperymencie z kwiatami cukinii. Niedługo po nim moją uwagę zwróciły inne kwiaty, jakie można nabyć na straganie z sałatami. Są to kwiaty nasturcji.
Gdy ich skosztowałam pierwszy raz, skojarzyłam je z ogniem! Sa delikatnie pikantne i troszkę pięką w język i do tego te żółto - pomarańczowe odcienie! Bynajmniej nie jest to jednak siła pieczenia na miare sosu tabasco!
Sałatka z dodatkiem kwiatów sprawia iż nawet codzienny obiad prezentuje się wykwintnie.
W takich sałatkach wystarczy mi kilka kropel oliwy i soku  z cytryny...


Przymusowy urlop sprawił, że na polu robótkowym coś się działo:) Teraz czekam na odrobinę korzystnego światła, aby zrobić przyzwoite zdjęcia. Niedługo zasypię Was nowymi tworkami;)
 
 
Pozdrawiam serdecznie!


poniedziałek, 5 listopada 2012

Jesień w kolorach tęczy. Odsłona szósta GRANATOWY

W szóstej odsłonie zabawy fotograficznej u Anne w roli głównej ziemniaki!
I bynajmniej nie są to ziemniaczki namoczone w atramencie! 
Jesień stwarza wiele okazji, aby poeksperymentować w kuchni. Czasami kupuję owoce i warzywa, których nie miałam okazji do tej pory spróbować.
Tak było z purple potatos czyli purpurowymi ziemniaczkami.
Po ugotowaniu w mundurkach i co istotne po schłodzeniu, mienią się wszystkimi odcieniami granatu. Od ciemnoniebieskiego po wpadający w fiolet. Dokładnie tak jak na ...tęczy! 
Takie ziemniaczane "czary mary" odkryłam zupełnie przypadkiem, gdy po pierwszym obiedzie zostało mi kilka sztuk.


Tak się prezentują zaraz po ugotowaniu. Są nadal fioletowe.


A poniżej ziemniaczki na zimno  z tęczową marchewką, brokułami i jajkiem w koszulce na duszonych pieczarkach portabella.



Danie ispirowaną poranną, jesienną zorzą jaką zatrzymałam w kadrze z okna w naszej kuchni.



Pozostając w klimacie kulinarno - granatowym zaprezentuję Wam eksperymentalny, granatowy manicure oraz zarekomenduję  fajną książke pt. "Francuzki nie tyją" Mireille Guiliano.

 

Znajdziecie tam kilka zasad dotyczących prawidłowego odżywiania, pozwalających uniknąc odchudzających diet wraz z prostymi przepisami.

Mnie jednak urzekło w niej coś z drugiego planu.
Dzięki tej książce kilkakrotnie przeniosłam się do dzieciństwa. Podobnie jak autorka, która wychowałam się we Francji, i ja mieszkałam w domu z wielkim ogrodem i sadem. Gdy opisuje smaki na przykład świeżych truskawek prosto z grządki czy wspaniałe, soczyste wiśnie ze starego drzewa - aż mi się łezka w oku kręci.

Świetna, kobieca pozycja nie tylko dla osób zmagających się z nadwagą !
 Polecam!


sobota, 3 listopada 2012

Echa halloween 2012

Lniany woreczek z haftem "Trick or track" Marinelli Paoletti, to moja pierwsza, haftowana praca w tym klimacie.
Powstała z myśla o Ani. Halloween to jedno z jej ulubionych świąt. Gdy kiedyś Ania wspomniała o woreczku w ramach wymiany, od razu wiedziałam że będzie on w tej tematyce.
Wzór haftu jaki znalazł się na woreczku pochodzi ze strony: http://www.mingiustitch.com/, kolory mulin dobrałam "na oko" z tego co miałam w swoich zbiorach.
Musze przyznać że haftowanie na lnie jest bardzo trudne. Wybrałam Irish Linen z Charles Craft nr 28 "evenwave" w kolorze tea-dyed. Najbardziej zawiodłam się na tym równym splocie "evenwave".
Haftowałam na tamborku, ale tkanina i tak nie chciała współpracować. Krzyżyki są koślawe. Materiał jak na len przystało mnie się okrutnie, a ja pocieszam się iż te wady tylko podkreślają mroczny klimat woreczka.




Woreczek dotarł do Ani zaraz przed Halloween wraz z popularnymi w Stanach cukiereczkami zwanymi  "candy corn".


 Cukiereczki te wykorzystałam także do aranżacji zdjęć z "nibyciasteczkami", które uszyłam z filcu.




Obok walorów dekoracyjnych dopatrzyłam się praktycznego potencjału w takim drobiazgu;) Ania otrzymała także filcowe ciacho z funkcją breloczka. 


Pomysł na takie filcowe ciasteczka zaczerpnęłam z tegorocznej gazetki "Holiday Crafts".



Ze sporym wyprzedzeniem napełniliśmy z Synkiem piniatę na halloweenowa zabawe.
Została ona odwołana ze względu na obecną, pohuraganową sytuację.
Zabraliśmy ją wczoraj na spotkanie z dziećmi w "byłym" przedszkolu Darka, zatem słodycze się nie zmarnowały;)


Jeszcze raz bardzo dziekuję za ogrom serdeczności jakim mnie nieustannie obdarzacie!

Pozdrawiam!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...