niedziela, 17 lutego 2013

Moj kotek i "Lunch w Paryżu"

Witajcie!
 
Wybaczcie mi proszę spontaniczną przerwę "w nadawaniu".
Na początku roku przewidywałam wiekszą ilość obowiazków, ale nie spodziewałam sie że aż tak skutecznie odciagna mnie zarówno od odwiedzin u Was jak i nowych postów na moim blogu.
Nowości z dziedziny rękodzieła rownież nie mam za wiele...
Nie jest jednak tak, że absolutnie nic ciekawego sie u mnie nie dzieje. Oj dzieje się, dzieje;)
Pomysłów na nowe i mam nadzieję że ciekawe wpisy mam.
Nie ma co jednak obiecywać, trzeba przejść do działania.
 
Dziś dzień kota. Na pierwszy ogień zatem portret mojej Lady Angel vel Wrzaskunek.
Jest z nami juz prawie 8 lat! Czasem napsoci, jak to kot, ale trudno sobie wyobrazić nasz dom bez tego kudłatego Szczęścia:)
 
 
 
Jednym z moich noworocznych postanowien było

poświecenie wiekszej ilosci czasu na czytanie ksiazek. Z radoscia donosze iż udaje mi sie ten plan w zycie wprowadzac.
Jedna z pozycji, ktore dzieki Waszym recenzjom chcialam przeczytac byl "Lunch w Paryzu" Elizabeth Bard.
Lektura byla dla mnie pewnego rodzaju porownaniem. Jako Europejka, ktora wyemigrowala do Nowego Jorku, mialam mozliwosc zapoznania sie z przezyciami Amerykanki, ktora wyemigrowala do Europy.
Z przyjemnoscia poznawalam ciekawostki z  Paryza i jego mieszkancow. 
 

Nie sposob jednak w tej ksiazce przejsc obojetnie obok przepisow kulinarnych. Wiele z nich sobie zanotowalam, a dzis prezentuje jeden z najlatwiejszych i chyba najbardziej ekspresowy w przygotowaniu.
Zielone szparagi podane z pesto i jajkiem "w koszulce".
Moja technika przygotowania jajka "w koszulce" pozostawia jeszcze wiele do zyczenia, ale jestem tak zauroczona tym daniem iz serdecznie chcialabym je polecic.
Wystarczy wrzucic szparagi na 5 minut do wrzadku, po czym rozsmarowac na nich lyzke pesto. Wedlug przepisu jajko w koszulce powinno miec plynne zoltko, ktore dodatkowo rozleje sie na szparagach.
W moim wykonaniu jajeczko  jest prawie dogotowane, ale nie zmienilo to faktu, ze jest to bardzo smaczny i lekki posilek:)
 
 



 
Po takim daniu bez wiekszych wyrzutow sumienia mozna siegnac po cos slodkiego.
Kwasna owocowa herbatka i .... makaroniki!
Podobnie jak wielu ludziom, kojarza mi sie z kuchnia francuska.
Ciasteczka pochodza z Riviera Cafe - piekarenki na Greenpoincie. Nie jest to jakas slynna i wyszukana cukiernia, ale wiele slodkosci z ich oferty jest o niebo smaczniejsza niz te z drogich i modnych!
Moi faworyci to bladorozowe beziki z nadzieniem o smaku platkow jadalnej rozy! Mmmm....
 


Jakis czas temu poszukujac najslynniejszych miejsc z makaronikami w Nowym Jorku,   natknelam sie na ciekawa opinie Francuza miejszkajacego w Stanach. Otoz byl on wrecz oburzony, ze za sztandarowe francuskie ciastka sa postrzegane makaroniki! Podobno sa nimi czekoladowe rogaliki z francuskiego ciasta - croissants au chocolat.
 
Ciekawa jestem Waszych opinii:)
 


Zycze udanego tygodnia i pozdrawiam!


29 komentarzy:

  1. Hallo:)to holenderskie przywitanie i tak piszemy je przez a:)Ciesze sie,ze znowu jestes:)i ciesze sie,ze przeczytalaś ta ksiażke, ja ją mam od roku ale szczerze mowiac zadnego przepisu nie przygotowalam, jeśli chodzi o jajka w koszulkach, ja nie zjem lejącego sie jajka-bo mnie obrzydzaja,ale mój mąż je uwielbia i dla niego nauczylam sie je gotować-http://www.youtube.com/watch?v=KvSnUmU509k, krotki filmik ale wszystkie triki pokazane,polecam:)tylko nie mam tych ślicznych siteczek do łowienia;)
    nigdy nie próbowalam prawdziwych makaroników,sama kilka razy probowalam zrobic ale mnie pokonały wiec na pewno nie moge stwierdzic,ze to francuski sztandar, zgodze sie,ze rogaliki z czekoladą sa bardziej przystępne i codziennie można je na śniadanie schrupac:)ja natomiast uwielbiam brioszki i sama je czesto robię;uwielbiam maslane ciasto, creme patissiere na bazie prawdziwej wanilii oraz dodatki, ostatnio zrobiłam część z borówkami a część z czekoladą(przepis z mojej nowej Biblii):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hallo Agatko:) Bardzo Ci dziękuje za filmik. Będę próbować nadal:)
      Chętnie bym się do Ciebie wprosiła na domowe brioszki;)
      Mimio iż już tyle czytam o stylu odżywiania Francuzów wciąż nie mogę się nadziwić jak im się udaje opierać pokusie zjedzenia tylu wyśmienitych słodkości!

      Usuń
  2. Fajnie, ze już jesteś. Bardzo apetyczny post - ja poszukuję takich kolorowych makaroników w Warszawie - te ciasteczka są urocze i myślę, że bardzo smaczne. Pozdrawiam cieplutki i życze udanego tygodnia. Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Agnieszko! Życzę zatem powodzenia w poszukiwaniach i smacznego:)
      Tobie również przesyłam cieplutkie pozdrowienia!

      Usuń
  3. Olu ! pojawiasz się z wpisem w tym samym dniu co ja :))) Tyle, że smaczniejszym !
    Książki nie czytałam ale postaram się ją upolować. Czytałam wiele książek kulinarnych lecz dotyczyły głównie regionu Toskanii - teraz czas na Francję. Makaroników nigdy nie jadłam i nawet nie próbuję ich upiec bo polegnę jak nic. Może w przyszłym roku uda mi się ich spróbować bo planuję podróż po Francji.
    Uściski:) i głaski dla kotka:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wooow! Brydziu! Trzymam kciuki, aby plan wycieczki udało Ci się wdrożyć w życie! A potem oczywiście liczę na obszerną fotorelację z naciskiem na kulinaria:)
      Dowypieków generalnie nie mam ręki, zatem do takich skomplikowanych jak makaroniki nawet się nie zabieram. Poza tym jak pojdę do cukierni jest mi łatwiej się ograniczyć co do ilości;) Jak bym za dużo upiekła, to potem trzeba by to zjeść;)

      Usuń
  4. Oj zjadłabym takie ciasteczko do kawy :P
    Fajne takie kolorowe :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mariolu! Niestety nie zawsze tutejsze słodycze smakują tak dobrze jak wyglądają. ALE! tymi akurat poczęstowałabym Cię bez wstydu:)

      Usuń
  5. A juz myslalam ze udalas sie na jakas wyczcieczke do Paryza :). Uwielbiam makaroniki, niestety u mnie ciezko jest je zdobyc :(. A kocurek jest przesliczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko! Dziękuję za komplement dla kiciusia:) Szkoda że te ciacha muszą być przechowywane w lodówce, bo bym Ci przesłała kilka:)

      Usuń
  6. Kot obłędny!!!!! prześliczna mordka :)
    Oj kusisz kusisz makaronikami :)
    pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Chmurko! Ładną parkę z Boryskiem by stanowili:) Prawda?

      Uściski!

      Usuń
  7. Miło znowu cie widziec , kotek sliczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za odwiedziny Luno!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Lady Angel jest prześliczna! Przyznam się, ze zrobiłaś mi ogromnego smaka na te makaroniki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Moja Droga! Jak tu się oprzeć takiemu kociakowi. Zwłaszcza jak rozkosznie mrucząc, grzeje nasze zziębnięte nogi i jest wiernym kompanem przy zimowej lekturze.
      Mam nadzieję,że zachcianka na takie ciasteczka już zaspokojona;)

      Usuń
  9. Oleńko, jak dobrze Cię tu widzieć. Makaroniki...? hmmm nijak mi ta nazwa nie pasuje. Bardziej "tęczowe markizy", takie tęczowe na wiosnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach Eluniu! Każdy już chyba upatruje wiosny w czym tylko się da! Ja tylko jeszcze raz o zimie napiszę;) i też już będę wywoływać wiosnę na całego!

      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Kocham te ciasteczka! Przez tydzień w wakacje mój Kochany Mąż kupował mi je na śniadanie razem z croissantami (nie umiem tego pisać), oczywiście w Paryżu !
    Własnie jestem w trakcie czytanie tejże książki, bardzo polubiłam bohaterkę :)
    Podobno ma powstać bądź powstał film na podstawie tej ksiązki ?
    Uwielbiam szparagi :)
    Koty też. Fajnie że tu trafiłam i oko moge nacieszyć tymi macaronnikami :)))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OOO! To ramantyczne wakacje mieliście:) Ekranizację tej książki chętnie obejrzę, ale jeszcze nie znalazłam wzmianek o niej.
      Miło mi Cię gościc:) Ja do Twojego kącika internetowego również trafiłam niedawno i powolutku go zwiedzam w zachwycie:)

      Pozrowienia!

      Usuń
  11. Witaj Olu!
    Bardzo smaczny post. Ja chyba jakaś dziwna jestem, ale jakoś nie kojarzę tych makaroników. Croissanty natomiast oczywiście uważam za bardzo znany francuski przysmak.
    Dziękuję za kursik robienia filcowych broszek. Trochę z tym czekałam, ale właśnie zrobiłam swoją pierwszą broszkę (do zobaczenia u mnie na blogu). Daleko mi do Twojej perfekcji, ale jestem zadowolona ;).
    Piękny ten Twój kot Olu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu! Przepiękna broszka! Jest mi zawsze bardzo miło, gdy widzę prace inspirowane moimi pomysłami. Bardzo Ci dziękuję za podlinkowanie instrukcji!
      Dziękuję za komplement dla mojego kotka i pozdrawiam!

      Usuń
  12. ksiazke juz zamowilam; tych ciastek nie jadlam ani w Paryzu, ani w naszej a'la francuskiej kawiarni, az musze tam kiedys pojechac (do kawiarni blizej); mialam gdzies na nie przepis, ale jak to u mnie gdzies wsiakl :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Artdeco! Mam nadzieję że się nie zawiedziesz książką oraz że jeszcze nie raz będziesz miała okazję posmakować makaroników w samym Paryżu:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kolorowe beziki wygladaja smakowicie, szczegolnie po tym jak napisalas, ze maja nadzienie rozane :) Kojarza mi sie z Maria Antonina :) bardzo lubie crossant'y i te z czekolada i takie bez dodatkow i takie z tartym jablkiem... Obie z siostra od czasu do czasu skusimy sie rowniez pan chocolate (nie wiem czy poprawnie napisalam nazwe)... uwielbiam French pastry. Kiedys mialam szczescie byc na chwile w Paryzu i nie moglam go opuscic bez wizty w ciastkarni. Uparcie sie za taka rozgladalam. Byla z nami mama, Heniu i my. Nic a nic nie da sie porownac tych francuskich wypiekow, ktore sa tutaj dostepne z ich odpowiednikami we Francji...
    Kotek jest sliczny :)
    Ksiazka wyglada obiecujaco, zanotuje sobie tytul.
    Danie ze szparagow pyszne, moj maz robi czesto poached eggs :)
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu! Jakby tylko była możliwość, że przetrwają, to bym Ci te różane ciasteczka przesłała:)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  15. I znowu kuszenie :) Masz to tak sfotografowane że aż chce się wyciągnąć dłoń do monitora i sięgnąć po jedno :))
    A szparagi - uwielbiam :))
    Książka dodana do kolekcji tej co trzeba przeczytać :)
    Pozdrowionka :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częstuj się Oleńko!;)
      Uściski!

      Usuń
  16. No nareszcie jesteś i nareszcie ja dorwałam się do komputera!:)) Już chciałam pisać maila do Ciebie, ale bałam się, że coś się może stało i nie chciałam Ci zawracać głowy. Poza tym postanowiłam, że jak popowrocie z moich ferii zimowych nie będzie nadal od Ciebie wieści, to trudno, ale głowę i tak Ci pozawracam. Cieszę się, że to tylko praca i nadmiar obowiązków. ;)
    Zjadłabym sobie szparagi, takiego smaka mi narobiłaś, ale musze poczekać pewnie dobry miesiąc, bo u nas jeszcze nie ma.
    Mnie też z Francją kojarzą się przede wszytskim croissanty.
    Buziaki
    Ewa

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...